About ambition, and about none of it being yours. Both at once.
Nie proś Go o mniejszy ciężar Nie proś o łatwiejszą drogę Poproś o ogień i o odwagę, żeby nie był twój
Nie przyszedłem tu, żeby być przyzwoity Nie po to dostałem te ręce, żeby złożyć je grzecznie Chcę zbudować coś, co przetrwa moje nazwisko i nie będę udawał, że tego nie chcę Chcę być najlepszy. Powiedziałem to głośno Nie w porównaniu z kimś. W porównaniu z tym, kim mogłem być, gdybym nie odpuścił Tamten człowiek stoi obok mnie każdego ranka I zakopać to teraz, nazwać skromnością, byłoby największym kłamstwem, jakie mógłbym powiedzieć Bo nikt nie dostaje ognia po to, żeby go przykryć Dostajesz go po to, żeby ktoś się przy nim ogrzał
Więc dawaj wszystko Wszystko znaczy wszystko Do dna, do końca, bez oglądania się
Spal się do końca Bo to nie twój ogień, żebyś go oszczędzał Spal się do końca Nie dostałeś go na przechowanie Buduję wysoko jak człowiek, który ma tylko dziś Puszczam lekko jak człowiek, który nic nie ma I to jest to samo To zawsze było to samo
A teraz druga rzecz, o wiele trudniejsza Nic z tego nie jest moje Ani te ręce, ani ten dzień, ani ten oddech Nie zarobiłem na to, że w ogóle tu jestem Dostałem. Bez powodu. Za darmo Więc mogę zbudować imperium i stracić je w rok i dalej będę tym samym człowiekiem Bo nie jestem swoim wynikiem Nigdy nim nie byłem, choć tak długo w to wierzyłem I jeśli to, co planuję, jest za małe, zabierz mi to Jeśli droga, którą idę, prowadzi nie tam, zawróć mnie, nawet gdy będę się szarpał Nie proszę, żeby moje plany się spełniły Proszę, żeby były warte spełnienia
I dawaj wszystko Wszystko znaczy wszystko Bo skoro nic nie moje, to nie mam czego bronić
Spal się do końca Bo to nie twój ogień, żebyś go oszczędzał Spal się do końca Nie dostałeś go na przechowanie Buduję wysoko jak człowiek, który ma tylko dziś Puszczam lekko jak człowiek, który nic nie ma I to jest to samo To zawsze było to samo
Ile dajesz? - WSZYSTKO A ile trzymasz? - NIC Ile dajesz? - WSZYSTKO A ile trzymasz? - NIC To czego się boisz? - NICZEGO Powiedz to jeszcze raz - NICZEGO
I wtedy to zrozumiałem Nie ma dwóch rzeczy Nie walczę z sobą samym Ten sam ogień, który każe mi wstawać o piątej, jest tym, który każe mi otworzyć dłoń To nie dwie ścieżki To wdech i wydech tego samego oddechu
Więc mierzę tak wysoko, że aż mnie to przeraża i śpię spokojnie, cokolwiek z tego wyjdzie Sadzę drzewa, w których cieniu nie usiądę i sadzę je najlepsze, jakie umiem posadzić Chcę, żeby po mnie zostało wyżej niż zastałem, kiedy tu przyszedłem Nie po nazwisko na tabliczce Po to, żeby moi synowie mieli lepszy start I chcę być człowiekiem, który wraca do domu cały, nie tylko ciałem przy stole Bo mogę wygrać wszystko i przegrać to jedno i wtedy nie było warto. Nic z tego nie było warte
Spal się do końca Bo to nie twój ogień, żebyś go oszczędzał Spal się do końca Nie dostałeś go na przechowanie Buduję wysoko jak człowiek, który ma tylko dziś Puszczam lekko jak człowiek, który nic nie ma I to jest to samo To zawsze było to samo
Ręka otwarta Ogień zapalony Nogi już w drodze Nie proszę o mniej Proszę o siłę na to, co przyjdzie Prowadź Idę Do końca
This track came out of transcripts of conversations with business owners. The same sentences kept coming back for years: I want to build something big and I am afraid to admit how badly. The lyrics are a composite of those conversations, not an idea I had for a song.